Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej
FRAG na Facebook-u FRAG na YouTube

Naszym zdaniem

Niechciane dziedzictwo WMG
Data publikacji 26.08.2011
Niechciane dziedzictwo WMG
Podczas gdy w Gdyni organizuje się spacery szlakiem zabytków architektury międzywojennej, w sąsiednim Gdańsku ostatnie nietknięte świadectwa tej epoki toną w morzu styropianu. Jak to możliwe, że w mieście, w którym powstały wówczas podobne a nawet bardziej imponujące realizacje architektoniczne, pozwolono na zupełne wyparcie pamięci o tym fascynującym okresie, podczas gdy sąsiedzi zbudowali na pamięci o nim całą strategię promocyjną?

Ledwie rozpoznane przez polską historię architektury i pomijane w opracowaniach niemieckich budownictwo Wolnego Miasta dotknęły w ostatnich latach dotkliwe straty. Ambiwalencja między powszechnie rozpoznawalną „zabytkowością” architektury sprzed I Wojny Światowej, a „nowoczesnością” stawiającą gdański modernizm, ekspresjonizm i art deco w szeregu z architekturą PRL sprawia, że zabytki architektury międzywojennej postrzegane są jako niepełnowartościowe. „Ulepsza” się je pretensjonalnymi detalami w postaci szczytów, które zwieńczyły jedną z kamienic przy ul. Kartuskiej, czy „renesansowego” portalu przy ul. Bolesława Chrobrego.

Pod warstwami izolacji oraz tynków ginie oryginalne lico i detal, a wraz z nimi cały wyraz architektoniczny budownictwa mieszkaniowego epoki. Porównywalna z modelowymi osiedlami międzywojennych Niemiec, czy Niderlandów zabudowa Siedlec, Wrzeszcza i Nowego Portu, która niemal nietknięta przetrwała wojnę, dewastowana jest na naszych oczach. Próżno już dziś szukać rozkradzionych krat i balustrad, czy drzwi, które z powodzeniem przetrwały półwiecze trzaskania i otwierania butem, nie mówiąc już o tak niegdyś charakterystycznych detalach rzeźbiarskich, nawiązujących do fauny, flory i ikonografii pracy, które zginęły pod warstwą styropianu.

Niezliczone formy stolarki otworowej, barwy i faktury tynków, zabudowane bramy i podcienie oraz niewyobrażalne niekiedy formy adaptacji poddaszy dopełniają tylko obrazu katastrofy: kompletnej dewastacji niemal wszystkich zachowanych zabytków tej najkrótszej, lecz jednej z ciekawszych epok artystycznych w dziejach Gdańska.

Trudno jednak piętnować błędy i zaniedbania prywatnych właścicieli, jeśli nawet instytucje państwowe gospodarują spuścizną architektury Wolnego Miasta w sposób barbarzyński. Nie sposób podsumować inaczej dewastacji dokonanych przy okazji remontów zachowanego niemal w najdrobniejszych detalach gmachu Sanatorium Leśnego w Oliwie, jedynego gdańskiego dzieła hamburskiego ekspresjonisty Fritza Högera, czy znakomitego kompleksu szkoły Heleny Lange we Wrzeszczu autorstwa gdańskiego pioniera funkcjonalizmu, Martina Kiesslinga.

Powstały w 1940 roku gmach dzisiejszego szpitala MSWiA, operujący formami wypracowanymi jeszcze w latach dwudziestych stanowi symboliczne zwieńczenie epoki Wolnego Miasta w architekturze. Jednocześnie jego trwająca właśnie modernizacja, symbolicznie wymazuje z ulic Gdańska jeden z ostatnich obiektów monumentalnych tego okresu, z pewnością zaś najbardziej eksponowany. Mamy nadzieję, że katastrofa estetyczna, którą zapewne okaże się odsłonięcie budynku w nowej formie otworzy oczy użytkowników i zarządców budynków oraz władz komunalnych i konserwatorskich na problem, który wkrótce może rozwiązać się sam - w najtragiczniejszy możliwy sposób.

Wojciech Chmielewski, historyk sztuki.


© Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej